Trampolina do sukcesu
Z prof. Gabrielą Matuszek rozmawia Katarzyna Kwiecień, „Kraków” 2005 nr 6−7.

Jest Pani Profesor twórczynią dość szczególnego przedsięwzięcia, jakim jest powstanie „Szkoły Pisania” na najstarszym polskim uniwersytecie, przedsięwzięcia oryginalnego nawet w skali europejskiej, bo – jak dowiedziałam się podczas promocji wydanego ostatnio przez SLA tomu pofestiwalowego – formuła Studium Literacko-Artystycznego nie przypomina żadnej z dotychczasowych tego typu inicjatyw. Jak właściwie narodziła się idea stworzenia „Szkoły”?

Być może z intuicyjnego wyczucia pulsu czasów. Wydawało mi się, że warto pomyśleć o mariażu sztuki i nauki w ramach formuły Alma Mater. Ale powstanie Studium, to oczywiście nie tylko moja zasługa. Bez otwartości na nowe idee ówczesnego dyrektora Instytutu Polonistyki, prof. Andrzeja Borowskiego, i życzliwego wsparcia grupy pracowników Instytutu nie byłoby to możliwe.

Ale po co zakładać takie „szkoły”? Czy we współczesnym świecie utalentowany twórca nie może, nie umie rozwijać się samodzielnie?

Oczywiście może. Ale proszę zauważyć, że czasy się zmieniły, nastąpiło przyspieszenie życia we wszystkich sferach, liczy się profesjonalizm i specjalizacja. Nie istnieją już tzw. salony literackie ani kawiarnie, relacja mistrz-uczeń stała się efemerydą, prawie nie działają już Koła Młodych przy stowarzyszeniach twórczych, jednym słowem większość wspierających indywidualny rozwój „instytucji” umarło z powodu braku czasu. Dlatego „Szkoła Pisania” staje się takim miejscem, gdzie można nie tylko profesjonalnie porozmawiać o własnych tekstach, ale także zdobyć solidną, specjalistyczną wiedzę z różnych obszarów humanistyki, potrzebną dzisiejszemu twórcy. Naszymi słuchaczami bywają dość często osoby z wykształceniem technicznym, przyrodniczym, medycznym, artystycznym (aktorskim, muzycznym, plastycznym…) itp., które poszukują u nas drogowskazów dla poruszania się w labiryntach magazynów literatury i współczesnej literackiej nadprodukcji. I my taką wiedzę staramy się im of(ia)erować.

Powiedziała Pani, że krakowska Szkoła różni się od europejskich czy amerykańskich modeli. W czym zawiera się ta różnica?

Może powiem raczej: czym różniła się w momencie swego powstawania, bowiem ostatnio na kilku europejskich uniwersytetach widać właśnie zwrot w podobnym kierunku, jaki my zaproponowaliśmy dwanaście lat temu. Jak wiadomo, program creative writing powstał w 1897 na uniwersytecie w Iowa i na wielu amerykańskich uniwersytetach istnieją kursy „kreatywnego pisania”, a na niektórych nawet są osobnym programem studiów. Program tych kursów koncentruje się głównie na zajęciach warsztatowych (z poezji i prozy), którym towarzyszą seminaria z zakresu literatury. Podobny profil mają dość rozpowszechnione (od 30 lat) w Skandynawii kursy i szkoły kreatywnego pisania, a także we Francji (silna tradycja uniwersyteckich kursów pisania jest zwłaszcza w Prowansji). Nasza oferta jest o wiele szersza. Program zajęć w SLA obejmuje nie tylko szerokie spektrum zajęć warsztatowych (warsztaty poetyckie, prozatorskie, dramaturgiczne, przekładowe, wydawnicze, krytykę literacką, scenariusz i reportaż), ale także zajęcia „teoretyczne” (z zakresu literatury najnowszej, współczesnego dramatu i teatru, filmu, wykłady z estetyki, prawa autorskiego, kultury słowa, teorii procesu twórczego i analizy tekstu literackiego). W podobnym (a właściwie jeszcze szerszym) kierunku zmierza na przykład niemiecki uniwersytet w Hildensheim, który uruchomił w 1999 roku kierunek studiów „Kreatywne pisanie i dziennikarstwo kulturowe”, czy prywatna Akademia Pisarzy, założona w Pradze w 2000 roku.

Czy Pani znała istniejące programy kreatywnego pisania, tworząc program krakowskiego Studium?

Przyznam się, że nie. Ale może i dobrze, bo to pozwoliło stworzyć program oryginalny, który znalazł uznanie podczas pierwszego International Congress of Creative Writing Programs, zorganizowanego niedawno (w marcu br.) przez Instytut Literacki w Lipsku, który w ten sposób obchodził własne dziesięciolecie. Podczas kongresu miałam okazję zapoznać się z tym, co dzieje się w Europie i Ameryce i nawiązać interesujące kontakty, które – być może – zaowocują w przyszłości wspólnymi przedsięwzięciami.

Wróćmy jednak do krakowskiego Studium. Kto wykłada w tej Szkole? Czy ze Studium współpracują wybitni twórcy, czy też raczej wolą dystansować się od tego typu „szkolnego przedsięwzięcia”?

Na początku bywało różnie. Wiadomo, wszelkie nowości spotykają się na ogół z nieufnością, czasem ironią. Zdarzały się opinie poddające w wątpliwość całe przedsięwzięcie. Uczyć pisania?? To tak, jakby uczyć mówienia, czy oddychania… A jednak to co innego (choć Szkoła Retoryki, założona także w Instytucie Polonistyki UJ, okazała się nadzwyczaj potrzebna!). Skoro kształci się malarzy, aktorów, muzyków, to dlaczego nie tych, którzy pracują w materii słowa? Na szczęście wielu wybitnych twórców i krytyków nie podzielało tego stereotypu i chętnie zgodziło się na współpracę. Zajęcia w SLA prowadzili nobliści: Czesław Miłosz, Wisława Szymborska oraz zdobywca Oskara Andrzej Wajda, a także między innymi: Marek Bieńczyk, Stefan Chwin, Leszek Długosz, Izabela Filipiak, Julian Kornhauser, Stanisław Lem, Antoni Libera, Ewa Lipska, Marek Nowakowski, Piotr Sommer, Stanisław Stabro, Olga Tokarczuk, Adam Zagajewski oraz nieodżałowani Maciej Słomczyński, Jan Józef Szczepański, Dorota Terakowska. Czasem żartujemy, że Studium Literacko-Artystyczne stało się rodzajem trampoliny do sukcesu. I to nie tylko dla słuchaczy, także dla wykładowców. Wisława Szymborska była u nas przed Noblem, a Wajda przed Oskarem; Antoni Libera wykładając kończył Madame, a więc także przed wielkim sukcesem; Olga Tokarczuk i Marek Bieńczyk przed nominacjami do Nike… To oczywiście żart, ale każdy żart ma rewers pół-serio… Największą radością i dumą dla nas jest jednak to, że wykładowcy Studium zaczynają wywodzić się z kręgu byłych słuchaczy. Ostatnio warsztaty poetyckie zaczęła prowadzić absolwentka naszego pierwszego rocznika, znakomita poetka średnio/młodszej generacji Ewa Sonnenberg i jej zajęcia spotkały się z wielkim uznaniem. Bardzo cieszy nas także fakt, że teraz już nie musimy namawiać wybitnych twórców do prowadzenia zajęć, bo sami zgłaszają się z propozycjami wykładów czy warsztatów. Mam nadzieję, że to rezultat prestiżu, jaki powoli zaczyna zdobywać Szkoła.

Skoro mówi Pani, że wykładowcy sami proponują prowadzenie zajęć, to oznacza, że taka działalność musi być dla nich atrakcyjna, pociągająca. Dlaczego? Nauczanie przecież nie jest pracą miłą, łatwą i przyjemną.

Na pytanie „dlaczego?” każdy z wykładowców musiałby odpowiedzieć we własnym imieniu. Zapewne jest to pociągające i podniecające, grać z własna i cudzą wyobraźnią, inspirować i być inspirowanym, nauczać innych i zarazem odkrywać dzięki temu coś nowego w sobie. Relacje, jakie wywarzają się podczas tego typu zajęć, są czymś niepowtarzalnym, towarzyszą im nie tylko doświadczenia estetyczne, ale i egzystencjalne, duchowe. Literatura staje się wtedy zarówno celem, jak i medium głębszych doświadczeń. Myślę, że to jest jeden z ważniejszych elementów „nauki” w naszym Studium – czasem po zajęciach słuchacze i wykładowcy mają wrażenie, jakby wychodzili z jakiegoś wspólnego transu, podczas którego doświadczyli czegoś ważnego. W naszej „Szkole” nie chodzi tylko o to, by nauczyć dobrego warsztatu (jak dobrze skonstruować powieść, czy napisać dobry scenariusz), ale przede wszystkim o rozbudzenie twórczej potencji, otwarcie dla niej rozmaitych możliwości ekspresji. I może z tego powodu przyjeżdżają do nas także osoby, które już „umieją” pisać (niektórzy mają za sobą udane debiuty literackie).

Czy słuchaczem/ką Studium Literacko-Artystycznego można zostać dopiero mając za sobą debiut? Jak wygląda rekrutacja na studia?

Oczywiście nie. Nas podczas rekrutacji interesuje tylko talent. Kandydaci przedstawiają prace pisemną (poezja, fragment prozy, scenariusza, dramatu itp.), autorów interesujących prac zapraszamy do rozmowy kwalifikacyjnej. Spośród starających się wybieramy najlepszych, są to w końcu studia elitarne, ale o przyjęcie mogą starać się wszyscy. Nie ma limitu wieku, bo przecież w literaturze zdarzają się także „późne debiuty”, ani wykształcenia (przyjmujemy osoby po studiach, po maturze oraz studentów innych kierunków).

Czy większość słuchaczy wywodzi się z Krakowa?

Nie, przyjeżdżają do nas studenci z całej Polski, z Warszawy i Wrocławia, Szczecina i Białegostoku i z wielu innych polskich miast. Mamy nawet słuchaczy z Wiednia i Brukseli, coś widocznie ważnego dzieje się w tej artystycznej enklawie Uniwersytetu, że przyciąga z rozmaitych odległych stron bardzo interesujące osoby.

Znamy już program Studium, a jak wyglądają egzaminy? Na jakiej podstawie słuchacze uzyskują status absolwenta?

Nie ma u nas typowych egzaminów. Warunkiem zaliczenia roku jest uczestnictwo we wszystkich zajęciach oraz napisanie pracy pisemnej z dwóch dowolnie wybranych przedmiotów warsztatowych. Więc na przykład: ktoś pisze opowiadanie i reportaż albo zbiór kilku wierszy i dramat. Po zaliczeniu obu lat studiów słuchacze otrzymują albo dyplom ukończenia studiów podyplomowych (w przypadku osób mających ukończone studia magisterskie), albo zaświadczenie o ukończeniu Studium (dla osób, które nie mają skończonych studiów wyższych).

Czy studenci mogą współkształtować program Studium?

Cechą studiów uniwersyteckich jest to, że program jest „sztywny”, każda zmiana wymaga akceptacji na różnych poziomach władz uniwersyteckich. Ale przewidując fakt, że studia artystyczno-literackie wymagają elastyczności i dostosowywania się do słuchaczy, założyliśmy, że nieco modyfikowana może być liczba godzin poświęcona danemu blokowi tematycznemu. I tak na przykład słuchacze obecnego drugiego roku poprosili o więcej zajęć z prozy, pierwszy rok o dodatkowe warsztaty dramaturgiczne. Niewielkie korekty są więc możliwe, w ramach formuły „zajęć indywidualnych”. Nieograniczone są natomiast możliwości własnych inicjatyw. Efektem kreatywności pierwszego rocznika było pismo „Studium”, inne roczniki wydawały wspólne antologie, organizowały wieczory autorskie i rozmaite artystyczno-literackie imprezy itp.

Wszystko to brzmi nader interesująco. Szkoda tylko, że są to studia płatne, zważywszy, że zazwyczaj początkujący twórcy nie należą do osób zbyt zamożnych.

Niestety, tego na razie nie możemy zmienić, ponieważ nasze Studium mieści się w formule podyplomowych studiów zaocznych, a wszystkie studia zaoczne na Uniwersytecie Jagiellońskim są studiami płatnymi. Może w przyszłości uda się stworzyć przy Polonistyce UJ na studiach dziennych specjalizację kreatywnego pisania (i np. nowych mediów), uważam, że byłaby to pożyteczna decyzja nowych władz uczelni.

Studium Literacko-Artystyczne „wyprodukowało” miesięcznik „Studium”, zorganizowało festiwal i konferencję „Literatura wobec nowej rzeczywistości”, ustanowiło nagrodę imienia Macieja Słomczyńskiego. Czy macie Państwo jakieś inne, nowe plany, pomysły na zaistnienie w szerszej społecznej świadomości a zarazem na promocję szkoły?

Udało nam się także zrealizować dwa polsko-niemieckie projekty literackie, SLA miało prezentację w Berlinie, w Hamburgu powstaje „siostrzana” instytucja, chcielibyśmy kontynuować zapoczątkowaną tradycję festiwali literackich (jeśli uda się zdobyć na ten cel fundusze), a także co kilka lat ogłaszać konkurs o nagrodę im. Macieja Słomczyńskiego, wybitnego, nie żyjącego już wykładowcy Studium. Myślimy także o nawiązaniu bliskiej współpracy z innymi podobnymi instytucjami w Europie.

Sądzi Pani, że odnoszący sukcesy Państwa absolwenci przyznają się do ukończenia „szkoły pisania”? Mówią z dumą: „Skończyłem/łam Studium Literacko-Artystyczne przy Uniwersytecie Jagiellońskim” czy może raczej jest to wstydliwy moment biografii?

To interesujące pytanie. Ciekawe, jak by na to pytanie odpowiedzieli dzisiaj nasi wybitni absolwenci. Myślę, że to jest chyba tak, iż w momencie, gdy taka szkoła powstaje, jej status jest niepewny, a prestiż dopiero się buduje, nic nie skłania do podkreślania swojej do niej przynależności. Sytuacja się zmienia, kiedy szkoła staje się znana, ma prestiż i wielu znakomitych wychowanków. Wtedy zamieszczenie w biografii informacji o takich studiach podnosi także wartość biogramu. Mam nadzieję, że tak właśnie z SLA będzie.